AZS Koszalin-Czarni Słupsk 67:69

Czarne pantery ze Słupska pokonały koszalińskich akademików. 

Mecz naprawde godny derbów. Pierwsza kwarta to klasyczne przeciąganie liny. Pierwsze poważne prowadzenie uzyskał AZS (12:6). Po kilku udanych akcjach rezerwowego Mantasa Cesanauskisa Czarni najpierw dogonili, by na koniec kwarty uzyskać jedno punktowe prowadzenie. Druga część spotkania to koncert twardej obrony słupszczan, co w połączeniu ze słabą skutecznością akademików dało przyjezdnym 11 punktowe prowadzenie do przerwy.

 

Po przerwie obie ekipy walczyły o każdą piłkę. Kibice mogli podziwiać wspaniałą  obronę w wykonaiu obu drużyn. Była to najlepsza część meczu zakończona remisem 16:16. Ostatnia odsłona to pogoń AZS'u. Ofiarna gra w obronie Łączyńskiego dawała nadzieje na zwycięstwo miejscowym kibicom do ostatniej sekundy. Im bliżej ostatniego gwizdka tym bardziej topniała przewaga zawodników ze Słupska. Akcja LaMonta MacIntosha mogła nawet dać dogrywkę- ten jednak wbił się pod wysokich słupszczan i nie trafił. Dramaturgia końcowych sekund sięgała zenitu. Gdy na 2 sekundy przed końcem Igor Milicić wykonywał rzuty wolne- musiał jednego spudłować i liczyć ze Rafał Bigus (14 pkt i 11 zbiórek) lub Callistus Eziukwu dobiją niecelny rzut i doprowadzą do dogrywki. Tak się jednak nie stało i ku uciesze sporej grupy kibiców ze Słupska ostatnią piłkę odbił w kierunku lini środkowej Scott Morrison.

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież